Gorące tematy: Po wyborach Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
73 posty 3857 komentarzy

Grzegorz GPS Świderski

GPS - Jestem skrajnie konserwatywnym arcyliberałem, Sarmatą, żeglarzem, paleolibertarianinem, katolikiem, informatykiem, trajkarzem i monarchistą. Myślę, rozważam, analizuję, politykuję, dyskutuję, dociekam, filozofuję, polemizuję, prowokuję.

1000+ na edukację na każde dziecko

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Moim zdaniem spór zbiorowy związków zawodowych nauczycieli z rządem to wewnętrzny spór edukacyjnej mafii, która obrabia obywateli. Jakkolwiek by się ten spór nie skończył, to obywatele na tym stracą.

       Z jednym wyjątkiem: obywatele zyskaliby, gdyby ustanowić konstytucyjny rozdział edukacji od państwa. Póki tego rozdziału nie ma, póki edukacją zajmuje się państwo, póki nauczyciele są państwowymi urzędnikami opłacanymi z budżetu, póty ten system będzie patologiczny. Na wszelki wypadek przypominam, że samorządy to też element państwa.

       Nie popieram strajku nauczycieli - bo nie popieram w ogóle jakichkolwiek strajków budżetówki. Z zasady zarobki urzędników powinny wynikać z odgórnej tabelki płac, które ustanowi rząd. Tu nie ma miejsca na wolny rynek, czy jakieś pertraktacje. Każdy przed zatrudnieniem się jako urzędnik widzi te tabelki, widzi jaką ma drogę awansu i albo się decyduje, albo szuka innej pracy na wolnym rynku. A rząd powinien tak te tabelki uregulować, by znaleźli się chętni do obstawienia wszelkich stanowisk urzędniczych. Urzędnik, który zastrajkuje powinien być natychmiast zwalniany.

       To prawda, że płace nauczycieli są niskie, że to zawód spauperyzowany, że nauczyciele mają trudno. W takim stanie rzeczy powinni walczyć o uwolnienie się od państwa, o urynkowienie tego zawodu. Nie ma żadnych powodów by szkolnictwem zajmowało się państwo. Są filozoficzne spory, czy państwo powinno zajmować się pomocą socjalną, czy nie. Lewica uważa, że pomoc socjalna to podstawowa rola państwa. Ale nawet z tej lewicowej perspektywy nie ma żadnych powodów, by państwo bezpośrednio zajmowało się nauczaniem.

       W państwie rządzonym przez socjalną lewicę edukacja też mogłaby być wolnorynkowa. Państwo opiekuńcze mogłoby po prostu opłacać naukę wszystkim dzieciom – albo płacąc zasiłki, albo dając bon oświatowy. Nie musi w tym celu tworzyć państwowych urzędów zwanych szkołami i zatrudniać nauczycieli jako państwowych urzędników. Śmiało szkoły mogą być prywatne, tak jak wszystko inne. Wtedy lepsi nauczyciele zarabialiby więcej, a gorsi mniej, tak jak jest z każdym pracownikiem w prywatnej firmie.

       Gdyby cały budżet państwa przeznaczony na edukację rozdzielić na uczniów po równo, to starczyłoby to spokojnie na około 1500 zł czesnego miesięcznie. A tymczasem średnie czesne w prywatnych szkołach wynosi dziś od 500 zł do 900 zł. Są oczywiście też szkoły droższe. Więc ludzie mają pieniądze na edukację. Jeśli są szkoły, w których czesne wynosi 500 zł i nauczyciele są w nich zadowoleni, nie strajkują, to spokojnie wszystkich dzisiejszych nauczycieli szkół publicznych zadowoliłyby szkoły, gdzie czesne wynosiłoby 1000 zł miesięcznie. A tyle mógłby dostać każdy uczeń w Polsce w postaci bonu oświatowego.

       Widać więc, że jest potencjał na to, by wszyscy nauczyciele z budżetówki zarabiali kilka razy więcej. Tylko trzeba oddzielić edukację od państwa, bo państwo wszystko marnotrawi. Potrzeba nam wolnego rynku w szkolnictwie. Dlaczego więc nauczyciele zamiast masowo głosować na partię, która przeprowadzi prywatyzację szkolnictwa i wprowadzi bon oświatowy – na przykład partie Konfederacji – wolą strajkować, co utrwala patologie?

Grzegorz GPS Świderski

PS. Notki powiązane:  

KOMENTARZE

  • Przyszłość szkolnictwa
    Bardzo słusznie i zasadnie krytykujemy współczesne szkolnictwo, ale jaka jest recepta na jego uzdrowienie?
    Zauważmy, że współczesne i historyczne szkolnictwo oparte jest na gwałcie zadanym naturze człowieka! Małe, kilkuletnie dzieci zmusza się aby siedziały w ławkach szkolnych przez kilka godzin dziennie. To jest wbrew ludzkiej naturze, małe ssaki "mają we krwi" zabawy, gonitwy, mocowanie się, popychanie, walki, wrzaski...itp. W ten sposób przygotowują się do dorosłego życia, ustalają hierarchię w stadzie, trenują mięśnie, umiejętność współpracy w grupie, itp. I te naturalne zachowania wieku dziecięcego i młodzieżowego szkoła próbuje stłamsić i zdusić, zmuszając dzieci i młodzież do do siedzenia w ławkach przez wiele godzin, bez ruchu!
    To jest wbrew naturze człowieka, to tak jak gdyby zmusić małe pieski czy kotki do siedzenia wiele godzin bez ruchu!
    System edukacji który bazuje na tłamszeniu ludzkiej natury, nie ma przyszłości!
    Jaka jest alternatywa? Alternatywę podpowiada samo życie. Dzieci i młodzież potrafi całymi godzinami siedzieć przy komputerze czy smartfonie, grając w różne gry i trudno je od tych zajęć oderwać. Współczesna edukacja powinna odbywać się poprzez gry komputerowe, tak skonstruowane aby umożliwić rywalizację graczy pomiędzy sobą. Jeśli dla przykładu chcemy nauczyć dzieci tabliczki mnożenia, to atrakcyjna gra komputerowa (na przykład wyścigi samochodowe) powinna być tak skonstruowana, aby uczestnik gry przechodził do następnego etapu gdy prawidłowo odpowie na cyklicznie zadawane pytania o wynik takiego czy innego mnożenia.
    Przy takiej podstawie kształcenia szkoła w obecnym rozumieniu (jako miejsce gdzie codziennie przychodzą uczniowie) jest zbędna! Nauczanie mogłoby się odbywać drogą internetową, co zostało już przećwiczone z dobrym skutkiem w Australii. Dzieci mieszkające na farmach oddalonych od najbliższej szkoły o kilkadziesiąt kilometrów, biorą udział w lekcjach poprzez internet.
    Raz na jakiś czas, uczniowie "internetowi" mieli by obowiązek zaliczania poszczególnych przedmiotów w jakieś wyspecjalizowanej placówce. I ten sposób weryfikacji wiedzy uczniów został z dobrym skutkiem sprawdzony w czasach przed II wojna światową. W bogatych środowiskach bardzo popularna była edukacja domowa. Zatrudniony nauczyciel uczył dzieci w domu, przygotowując ich do egzaminu wstępnego do gimnazjum.
    Wiedząc jakie są wymagania na egzaminie wstępnym do gimnazjum, przekazywał dzieciom wiedzę konieczną aby taki egzamin zdać.
    Przyszłością edukacji powinno być nauczanie domowe, bazujące na programach internetowych. Osobną kwestią jest organizacja takiej edukacji w rodzinach dysfunkcyjnych, zaniedbanych, biednych i patologicznych. Być może w tych przypadkach konieczne byłoby jakieś "szkoły" nauczające według przedstawionych zasad. Dzieci i młodzież powinny mieć możliwość przebywania w grupach rówieśniczych, co mogłoby się urzeczywistniać w zajęciach z wychowania fizycznego prowadzonego przez kluby sportowe.
    To tylko zarys koncepcji, edukacja domowa już w tej chwili jest możliwa i na małą skalę praktykowana. Ten słuszny ruch trzeba tylko wspomóc narzędziami komputerowymi i internetowymi, oraz uczynić go dominującym systemem edukacji.
  • @władek 21:49:41
    Bardzo ciekawe pomysły rozwiązań, warte szerszych konsultacji społecznych w celu dopasowania do istniejących warunków i wdrożenia. Zresztą GPS też wywlókł ważny aspekt istniejących patologii w systemie edukacji.
  • @władek 21:49:41
    To są wszystko bardzo dobre pomysły, które w większości popieram i wielokrotnie o tym pisałem. Niemniej najważniejsze jest w/g mnie urynkowienie edukacji. Wtedy tego typu pomysły będą mogłyby być wdrażane z pojedynczych szkołach. I konkurencja wykaże, które pomysły lepiej się sprawdzają. Kluczowa jest różnorodność i konkurencja! Więc uważam, że wcale nie trzeba takich pomysłów prezentować w ramach waliki politycznej. Politycznie trzeba tylko i wyłącznie wywalczyć rozdział edukacji od państwa – a wszelkie pomysły na edukację zostawić fachowcom, pedagogom, ekspertom od nauczania, którzy będą tworzy systemy edukacyjne i będą wg nich uczyć w prywatnych szkołach.
  • @Nibiru 22:25:21
    Moim zdaniem kluczową patologią współczesnego systemu edukacji jest totalizm - że wszędzie jest tak samo. To powoduje, że wszelkie pomysły na lepszą edukację nie są w stanie się przebić, bo muszą być zarządzone odgórnie. Weźmy prosty przykład: nauka czytania i pisanie - współcześnie znane są już metody na to, by płynnie czytać i pisać nauczyć przeciętne 6-letnie dzieci. A system edukacji jest tak skostniały, że nadal uczy w sposób średniowieczny, tak, że dzieci jeszcze w 3 klasie nie potrafią płynnie czytać. Ja nie postuluję, by te nowe odkrycie, te nowe sposoby nauki, koniecznie wszędzie wdrożyć – wystarczy by ktoś to w jednej szkole zrobił – i to się rozleje, gdy ludzie w praktyce zobaczą jak to działa. Więc nie trzeba nic odgórnie zarządzać, wystarczy po prostu pozwolić na wolność w edukacji. Tu dokładniej wyjaśniam jak to jest z tą nauką czytania: http://blogpublika.com/2013/10/14/nauka-czytania/
  • @GPS 22:39:39
    Taki monopol na edukację (czytaj indoktyrynację i duraczenie) poprzez rządzące oligarchie finansowe istnieje również w USA, Kanadzie, Unii Europejskiej. Jak jest w innych krajach trudno mi powiedzieć. Są pewne wyjątki w postaci elitarnych szkół prywatnych i uniwestytetów. Wystarczy porównać statystyki laureatów międzynarodowych olimpiad przedmiotowych aby stwierdzić że górują uczniowie i studenci z Azji. Zatem zapaść w edukacji w krajach, o których wspomniałem wyżej nosi cechy zorganizowanej akcji wpisującej się w cały zestaw działań NWO zmierzających do zamienienia ludzkości w wytresowanych potulnych niewolników, którym w dowolnym momencie, gdy przestaną już być potrzebni, rząd będzie mógł nakazać "zaszczepić" się śmiertelną substancją ukrytą pod postacią na przykład szczepionki przeciwko odrze lub innemu sztucznie wytworzonemu zarazkowi i "motłoch" bez szemrania zeutanizuje się.
  • @GPS 22:31:55
    Urynkowienie szkolnictwa to może i dobry pomysł ale z jednym zastrzeżeniem!
    Zauważmy, że urynkowienie edukacji na poziomie szkoły wyższej jest już faktem od kilkunastu lat. Jakie są tego urynkowienia efekty? Katastrofalny spadek poziomu nauczania, wynikły z prostego faktu: prywatna uczelnia zarabia na studencie jeśli go ma i jeśli student płaci. Jakiekolwiek "przykręcenie" śruby studentom nie wchodzi w grę, gdyż grozi "utratą" studenta a więc i źródła dochodu dla właściciela "uczelni". Mój kolega nauczał na prywatnej uczelni kilka lat i został z tej uczelni zwolniony gdyż nie chciał dać zaliczenia studentowi który nic nie umiał. Rektor poprosił go na rozmowę i próbował wymusić zaliczenie argumentując: kolego ale ten student płaci. Ponieważ mój znajomek był nie ugięty, więc został zwolniony, zaś student który nic nie umiał otrzymał zaliczenie od kogo innego! Urynkowienie systemu edukacji miałoby sens tylko w jednym przypadku: wprowadzenie egzaminów państwowych dla absolwentów szkół (prywatnych i państwowych). Bez takich egzaminów "uczelnie " wyższe zamieniają się w "fabryki" półgłówków, bez żadnej wiedzy.
    W nowym systemie kształcenia internetowego, system egzaminów państwowych byłby konieczny, jako motywator do nauki!
  • Jest jeden problem prywata jest zawsze dla zysku a państwowe niekoniecznie
    Prywatne szkolnictwo już mieliśmy mamy ...tam dyplomy się sprzedaje a nie uczy...możesz być głupi jak but i się nie uczyć wystarczy że zapłacisz czesne i za za dodatkowe egzaminy które oblewasz...jak już dość dużo za`płacisz to dyplom dostajesz.
    Program nauczanie jest taki by zwabić "klientów" a nie by wyprodukować mądrych absolwentów.
    To niedobrze.. a poza tym dla zysku jest zawsze drożej niż po kosztach.

    Z drugiej strony to państwo jest zainteresowane tworzeniem wysokiej klasy przyszłych pokoleń.... tyle że w zdegenerowanym państwie np ideologicznym , wyznaniowym ...te cele mogą być sprzeczne z obiektywnym dobrem Narodu (szkoły katolickie, koraniczne czy rabiniczne).

    Moim zdaniem szkoła powinna być państwowa (tania bo po kosztach) a program szkolny apolityczny i a ideologiczny.
    Tu pojawia się problem z historią (czysta polityka) z religią (ideologia), etyką (ideologia gender czy nie gender)...
    czyli raczej nauki ścisłe, geografia, język Polski, no najlepiej historia .. z dwóch punktów widzenia.. czyli dwie osobne historie...prowadzone przez dwóch innych nauczycieli wg innych programów.
    Sprawy seksy, dorastania ..tylko wg programu naukowego, lekarskiego, a nigdy wg ideologii np religijnej czy gender.

    Przy szkolnictwie prywatnym będziemy mieli zalew nieuków z dyplomami
    oraz bogate "elyty" równie głupie ale z "dyplomamy" z najwyższej półki
    takimi jak "Radek z Cambrige", czy "noblysta Bolek honoriscausa"

    Państwo musi dbać o jak najlepszą edukację przyszłych pokoleń...a ile państwo jest suwerenne.. bo nadzorcy koloni mają oczywiście całkiem inne priorytety.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

więcej